Książka Katarzyny Krenz to mieszanka tańca, emocji, poświęcenia...Opis z tyłu skusił mnie do tego, aby przyjrzeć się jej bliżej. I nie żałuję, chociaż była to lektura ,,krótka", bo nie jest to książka, którą by się ,,smakowało". Właściwie tuż po zakończeniu sama nie wiedziałam co o niej myśleć, może zawiodło mnie trochę przeczucie, może miałam za duże oczekiwania. Pozostałych książek pani Krenz nie czytałam, ale jak zobaczę w bibliotece to może ( z nastawieniem na tak) przeczytam. Czemu ,,może z nastawieniem na tak"? Postaram się wyjaśnić to w recenzji ,,Lekcji tańca".
Po pierwsze parę zdań na temat fabuły. Ze strony merlin.pl - ,,Kolejna książka autorki bestsellerowej powieści ,,W ogrodzie Mirandy". Tym razem bohaterką jest młodziutka balerina Julia. Dziewczyna odnosi sukcesy na scenie, przygotowuje się do wielkiej roli, która otworzy jej drzwi do kariery. Mordercze treningi i życie pełne wyrzeczeń na rzecz tańca, stają się przyczyną rozstania z ukochanym, który nie potrafi zaakceptować sukcesów Julii. Niefortunny upadek podczas próby wyklucza Julię z przygotowań do spektaklu. Wielka miłość i taniec - wszystko co było dla Julii najważniejsze, wydaje się by stracone.
Ujmująca, pełna uroku obyczajowa opowieść o młodości, marzeniach, miłości, bez której największy sukces traci swoją wartość, tańcu, który jest całym życiem i ludzkich losach, które krzyżują się ze sobą w nieodgadniony sposób."
Mamy Julkę, która z rozpoczęciem książki ma ok. 17 lat a pod koniec prawie 20. Przez te 3 lata dzieje się w jej życiu bardzo dużo. Dużą rolę odgrywają wobec jej wyborów zawodowych i prywatnych ambicje, która przysłaniają miłość, przyjaźń czy nawet urządzenie własnego pokoju. Nawet nie mama - Alicja, dawna baletnica a aktualnie szczęśliwa żona i matka. Lub babcia , zwana Babanią - również tancerka, mieszkająca w Konstancinie i czuwająca nad całą rodziną. Jest jeszcze Tamara - ciotka mieszkająca w Niemczech, gdzieś tam daleko od całej rodziny. Jednak to właśnie listy od niej staną się małą kroplą drążącą uporządkowany świat głównej bohaterki. Kolejną rzeczą staje się pierwsza miłość ze starszym chłopcem - Radkiem. Rzuca on Julkę, bo ,,nie ma czasu na głupoty" i chce skupić się na karierze. Dla 17 letniej dziewczyny jest to na pewno ,,dramat", zwłaszcza jeśli to z nim przeżyła swój pierwszy raz. Jakiś czas później okazuje się, że wygrała elimacje do prestiżowego konkursu tanecznego, w którym zajmuje pierwsze miejsce. W Stuttgarcie na stypendium może w końcu spełnić swoje marzenia jako solistka. O dziwo, obie te rzeczy jej nie cieszą - i tutaj zaczyna się moje ,,ale" wobec książki. Rozumiem, że tancerka traktuje swoje życie jako drogę do celu, czyli zostania mistrzynią tańca. W takim razie niech chociaż trochę okaże radość z powodu sukcesu, natomiast główna bohaterka raczej zachowuje się odwrotnie...Cóż, może nie do końca umiem wniknąć w świat tancerzy, ale to mi trochę to nie pasowało. Czego jeszcze dowiadujemy się wraz z rozwinięciem akcji? Po śmierci Tamary w spadku zostawia Julce mieszkanie w Krakowie. Nie jest również z tego faktu zadowolona, najpierw od razu myśli o jego sprzedaży. Później w wyniku wypadku i kontuzji nogi nauka samodzielności w samotnym mieszkaniu okazuje się być niezłą lekcją życia dla tancerki. Pojawia się (czasem) Patryk , 25 letni chłopak zakochany w Julii. Do tego pan Antoni (oraz jego kot Maurycy) - przyjaciel Tamary, a może i ktoś więcej. Ostatecznie główna bohaterka podejmuje decyzję o swojej przyszłości z przymusu, kiedy ,,szansa" na coś innego ją omija - i to z jej własnej winy. Nie będę jednak wnikać w szczegóły nad zakończeniem.
Co mi się nie podobało?
Parę rzeczy, chociażby cytaty dziwnie psychologiczno-przypominające wywody Paulo Coelho: ,, -Wiesz, jak to jest z łabędziami? Wcale nie tak jak u Czajkowskiego, bajkowo i bezcieleśnie. Żeby naprawdę wzlecieć, trzeba się mocno odbić nogami od ziemi, a potem z całych sił bić skrzydłami....- przerwała, jakby się nad czymś zastanawiała. - No, może jednak trochę jak u Czajkowskiego."
,, Mówi się, że namiętność i rozpacz są piękne, kiedy wyrażają prawdę. Może i tak. Ale te same uczucia bywają też brzydkie, histeryczne i przerysowane. Zbyt...namiętne, by móc je komuś okazać, a co dopiero spokojnie o nich rozmawiać."
Poza tym jakoś za dużo mi było w tej książce opisów złego nastroju i ,,psychicznego gnicia" Julii w starym mieszkanii ciotki niż świata tancerzy lub skupienia się na jej związku z Patrykiem. Przecież Julia nie ma 15 lat, kiedy zostaje w mieszkaniu. Rozumiem, że ,,nauka dojrzałości" i pozostania w nowym miejscu dla każdego jest trudna, ale miałam wrażenie, że główna bohaterka ma nie 20, a właśnie ok.15 lat. Może dlatego, że właściwie nie miała czasu na ,, nastoletni bunt", skoro cały czas tańczyła? Emocje skrywała pod maską ruchów a swoje myśli rzadko kiedy zamieniała w słowa do innych. Sama postawa głównej bohaterki pozostawia wiele do życzenia. Jej egoizm - zapatrzenie tylko na siebie i taniec. Wytykanie matce tego, że zamiast tańczyć to ją urodziła. Brak życzliwości do ciotki Tamary, która zawsze (tak mi się wydaje) ciekawie opisywała jej świat tańca poprzez sztukę czy historię. Do tego ignorowanie innych, zupełny brak proszenia o pomoc - postawa Zosi Samosi w życiu na dłuższą metę się nie sprawdza.
Jest też parę powodów, dla których bardzo polecam tę książkę:
Wspaniały dziennik Tamary, zupełnie inaczej opisany taniec niż w oczach Julii czy nawet jej matki. Tamara to postać oryginalna, inteligentna, uważna i do tego niestety nieszczęśliwa. Jej życiorys mógłby być podstawą dla kolejnej książki, ale nie wiem czy autorka ma taki zamiar czy może chciała po prostu chciała ,,urozmaicić" swoją książkę właśnie poprzez takie wstawki. W każdym razie - efekt zamierzony, dziennik Tamary to duży plus książki. Poza tym książkę czyta się lekko i przyjemnie, język jest naturalny. Kolejną zaletą jest dobre przedstawienie drugoplanowych bohaterów - pan Antoni, Patryk , nawet nieszczęsny i zły Radek. Dochodzi jeszcze nauczycielka tańca Julii - Swietłana Michajłowna Borodina, która zdaje sobie sprawę jak bardzo jej uczennica jest utalentowana i chce aby zaszła daleko. Umie jednak powiedzieć jej parę słów ,,do myślenia", bo sama już dawno zakończyła karierę i potrafi spojrzeć na sukces tancerki z dystansem. Natomiast zakończenie w sumie potraktuję jako zaletę, bo zachęciło mnie do przeczytania dalszych losów Julki - nawet jeśli poczułam trochę niedosyt ,,to już?".
Mimo kilku wad polecam tę książkę, bo rzadko natrafiam na lekturę opisującą świat tancerzy. Czasem efekt wychodzi, czasem gorszy...Tutaj akurat się udało. Na koniec przytoczę cytat, który jak dla mnie jest kwintesencją całej książki: ,, Dotąd życie miało cel. Bez tańca celu nie było, a wszystko inne utraciło sens."
Źródło zdjęcia: google
czwartek, 27 września 2012
wtorek, 18 września 2012
Włoski Vogue sierpień 2012 - nikt nie jest samotną wyspą
Modelka: Jamie Bochert
Fotograf: Steven Meisel
Płaszcz: Ralph Lauren (Rzadko widzę skórzany długi płaszcz,który dobrze wygląda na człowieku.
A szkoda, bo byłoby to coś nowego od skóropodobnych pilotek, ramonesek z kożuchem czy beżowych trenczy.)
Przeglądając różne sesje i okladki dziś akurat ta przykuła mój wzrok, z sierpnia 2012. Aktualna kalendarzowo (post pisałam w sierpniu) i chyba też cała sesja (tutaj zamieszczam fragment) o inną aktualność zahacza - życie dzisiejszych singielek? Anonimowość w wielkim mieście? Przymusowy wybór co do ciągłego spędzania czasu we własnym towarzystwie lub ewentualnie ze zwierzęciem? Gdyby nie postawa modelek, sceneria (brzydkie, wyglądające na stare meble, bałagan na blatach czy stołach, zużyte opakowania po pizzy) i pusty wzrok mogłaby to być sesja przedstawiająca po prostu codzienność wielu ludzi. Jednak wydaje mi się, że jej przekaz jest pesymistyczny: odosobnione życie z czworonogiem pośród czterech ścian (nawet w pięknych ciuchach) nie da człowiekowi szczęścia. Skojarzyło mi się zdanie z ,,Był sobie chłopiec" (mniej więcej tak brzmi):
,,Nikt nie jest samotną wyspą"
Samotne ,wystrojone kobiety jedzące chińszczyznę, mające za towarzysza kota czy psa. Ich mieszkanie nie lśni, włosy nie są ułożone a makijaż nie jest mocny. Coś jakby postawa: ,,pięknie się ubrałam, ale na uczesanie i umalowanie już straciłam ochotę". Siedzą w pokojach, chociaż wygląda to jakby zaraz miały zapaść w śpiączkę czy drzemkę.
Ubiór prosty, ale nie nijaki - Miu Miu, Celine, Balenciaga, Chanel, Alexander Wang. Kolory ciemne: czerń, bordo, czerwień. Pojawia się tez biel, ale raczej jest niewyróżniająca się. Może z wyjątkiem podłogi w szachownicę. Do tego czarne torebki na łańcuchu, pojedyncza biżuteria w czarnym kolorze, buty (można i boso, co przedstawia zdjęcie) na mocnych kwadratowych obcasach, które nie zwracają uwagi kolorem.Ważniejszy jest detal - wiązanie, siatka czy metalowe wstawki.
Bardzo polecam film. Parę rzeczy nie zawsze uda się zauważyć podczas sesji. Mam wrażenie, że tych szczegółów jest o wiele więcej.A teraz skoro już tyle rozpisałam się o sesji, to pora na zdjęcia:
Na pierwszy rzut oka widzi się kontrast między ubraniem modelki a otoczeniem. Bardziej podoba mi się użycie lakieru do paznokci czy otwartej szafki jako niepasujących rzeczy, które zatrzymują wzrok odbiorcy. Takie ,,wtrącanie" niepotrzebnych przedmiotów potrafi dodać sesji oryginalności i określeń ,,dziwna/niepokojąca/ inna"- a o to chyba chodzi w zdjęciach. Chyba, że ktoś lubi non stop patrzeć na zdjęcia bez żadnych ,,skaz".
Nie wiem co myślał sobie oryginalny kot (na filmie widać,że jedno oko ma zielone,drugie niebieskie) robiąc tę minę, ale musiało to być coś ciekawego.
Mam przeczucie, że w rzeczywistości te buty Balenciagi bardzo skracają nogi i nie wygladają dobrze.Co potwierdza Kristen Stewart:
Na modelce o dziwo się sprawdzają.
Źródło zdjęć: tfs,popsugar.com
środa, 12 września 2012
Isabella Blow - szalony kapelusznik mody cz. 2
Pora na drugą część o Isabelli Blow:
Blow oraz Philip Treacy
Gdy wróciła do Anglii, próbowała pisać artykuły dla Vogue,
zakończyło się to fiaskiem. Później jej kariera nabrała tempa, pracowała jako
stylistka dla brytyjskiej edycji Vogue i została dyrektorem do spraw mody
,,London Sunday Times” i ,,Tatler”. W międzyczasie jej odkrycia to Lee McQueen
( zasugerowała aby używał imienia Alexander) , Julien Macgonald, Hussein
Chalayan, Philip Treacy , z modelek: Stella Tennant, Sophie Dahl, z fotografów:
Jürgen Teller, Alistair Thain, Sean
Ellis.
Blow oraz Philip Treacy
W 2002 roku zorganizowano wystawę pt. ,,When Philip met Isabella”- ,,Kiedy Philip spotkał Isabellę” przedstawiającą fotografię Blow w kapeluszach Treacy’ego. Nie zawsze świat mody przyjmował ją z otwartymi ramionami – kiedy McQueen sprzedał swoją markę Gucci, wszyscy mieli kontrakty oprócz niej. Poza tym miała także problemy finansowe oraz w życiu prywatnym – wiele prób In-vitro bez sukcesu, separacja z mężem ,nowotwór jajnika, depresja. Podejmowała wiele prób samobójczych – przez tabletki nasenne, skok z mostu, wjazd w tył ciężarówki , utopieniu się w jeziorze i przedawkowanie w Indiach . 6 maja 2007 powiedziała gościom na przyjęciu, że idzie na zakupy. Zamiast tego poszła do toalety i wypiła środek chwastobójczy. Gdy siostra ją znalazła, stwierdziła(mniej więcej) : ,, Boję się, że nie wzięłam ich wystarczająco dużo” . W grudniu 2010 jej mąż wydał o niej książkę pt. ,,Blow by Blow”.
A co ona sama o sobie mówiła? ,, Jeśli jesteś piękna, nie
potrzebujesz ubrania - mówiła. - Jeśli jesteś brzydka jak ja, jesteś jak dom
bez fundamentów, musisz budować od góry.” Gdy zaczynałam pisać ten tekst, byłam
w dobrym nastroju. Główna bohaterka swoim wyglądem też wzbudza raczej uśmiech
niż smutek – szkoda, że nie było tak w przypadku jej życia osobistego. Jaka
była Isabella Blow pod płaszczem swoich ekscentrycznych strojów i kapeluszy? Nie
wiem, ale jakoś szkoda, że moda straciła tak kolorowego ptaka.
Korzystałam z książki ,,Królowa Vogue’a – Anna Wintour”
Jerry Oppenheimer , Wysokie Obcasy: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,8794392,Jestem_jak_swinia_weszaca_za_truflami.html
, Wikipedii. Polecam też artykuł Cathy Horyn : http://runway.blogs.nytimes.com/2007/05/10/the-pillar-isabella-blow/
piątek, 31 sierpnia 2012
Isabella Blow - szalony kapelusznik mody cz.1
Miał to być tekst niezbyt długi - albo inaczej, miał być wystarczający na jeden wpis, ale pisząc o niej nie da się ulepić parę zdań i ,,cześć". Dlatego będzie część pierwsza i druga.
Nie pamiętam już kiedy zobaczyłam po raz pierwszy ją na
zdjęciu – może to było z 4 lub 5 lat temu, nie wiedziałam co to za kobieta i
kim jest, ale patrząc na jej kapelusz i strój stwierdziłam: kolorowy, szalony kapelusznik. Skoro uwielbia
się stroić, pewnie pracuje w czymś związanym z modą.
Niektórzy ludzie ubierają się kontrowersyjnie, chcą być
widoczni. I niech się tak ubierają, lecz niestety czasem efekt wychodzi
sztuczny - ,,na pokaz” i cały strój nie pasuje do osoby. U Blow wygląd mógł być
szokujący, dziwny, zaskakujący, ale zawsze spójny i nie przysłaniający
osobowości. Mimo, że np. naszyjnik -
homar i nakrycie głowy w kształcie ośmiornicy na pierwszy rzut
wydają się być czymś nie do noszenia – ona umiała to nosić. Może buty – ten sam
model, w innych kolorach? Proszę bardzo, Andy Warhol zwróci na to uwagę, co
później zaowocuje przyjaźnią do jego śmierci w 1987 roku. Zresztą jej wszystkie
stroje były rzucające się w oczy. Nie chodziło o to, żeby być schludnie i
skromnie ubraną. Ubiór może być brzydki, może być ładny – najważniejsze, żeby
był ,,jakiś” . Przez ten czas odkąd dowiedziałam o innych ,,ludziach mody” – a
przecież każdy z nich jest indywidualny, ma swój styl - o niej mam taką samą opinię: właściwa osoba na właściwym miejscu.
Dzieciństwo Blow nie było beztroskie – jej dwuletni brat
utopił się w basenie w ogrodzie. Gdy miała 14 lat, jej rodzice się rozeszli a
matka uścisnęła dzieciom dłonie i je zostawiła . Po śmierci ojca każde z nich
dostało 5 tysięcy funtów i tyle. Swoje powołanie tłumaczyła wspomnieniem z
dzieciństwa, gdy przymierza różowy kapelusz matki. Sama musiała sobie radzić, a żeby przetrwać podejmowała się różnych prac,
np. na poczcie czy sprzątaczki. Przyjechała w 1979 roku do Nowego Jorku aby
studiować historię sztuki , jednak rok później wyjechała do Texasu pracować u
Guy Laroche. W 1981 poślubiła pierwszego męża, z którym rozwiodła się dwa lata
później. W międzyczasie została przedstawiona Annie Wintour i pracowała jako
jej asystentka. W 1989 wyszła drugi raz za mąż, za Detmara Hamiltona Blow.
Podobno zauroczył się nią, gdy zobaczył ogromny kapelusz ze strusimi piórami.
Isabella i Alexander McQueen
(Nie)pasujące buty
Tutaj zacytuję fragment książki pt. ,,Królowa Vogue’a – Anna
Wintour” : ,,Nową pracownicą została Szanowna Pani Isabella Delves Broughton
Blow – Issy ( co należało wymawiać ,,Izzi) dla przyjaciół. Była to zmysłowa,
ekscentryczna Brytyjka o dużym biuście i karminowych wargach, nosząca rekordowo
krótkie mini, która w starej, dobrej Anglii cieszyła się pewnymi koneksjami.
Jej dziadkiem był bogaty przedsiębiorca, Jock Delves Broughton, czołowa postać
opartej na faktach książki, a następnie filmu
,,Biała Gorączka”. Podczas drugiej wojny światowej, w Kenii, zazdrosny
Broughton zastrzelił playboya Lloyda Errola, który zbliżył się zbytnio do jego
pięknej i dużo młodszej żony, lady Diany Broughton. Babką Issy była Lady Di.
Blow natychmiast poczuła rodzącą się więź z Anną – Uwielbiała modę, była to jej
pasja, tak samo jak moja. Jak widać, otacza się fanatykami, takimi jak Andre
Leon Tallety, absolutnymi pasjonatami
mody. Blow twierdzi, że jej praca dla Anny sprowadzała się do prostych
zadań, na przykład nosiła jej buty do szewca, żeby zmienić obcasy- naprawdę
nudne sprawy. Aby uniknąć ze strony Anny zarzutu niechlujstwa, Blow zaczęła
codziennie myć swoje biurko wodą Perrier po zakończeniu pracy. Anna lubiła
Blow, jak twierdzi Schlechter, ponieważ: Miała charakter. Issby była jak
zwariowany angielski ptaszek. Styl Blow zaczął nadwyrężać dobrze naoliwioną
machinę gabinetu pani dyrektor; rozpoczęła się wojna wewnątrz wojny. Schlechter
stwierdziła, że nadzorowanie Blow, która spędzała długie godziny na rozmowach
telefonicznych z przyjaciółmi, zajmuje jej dwa razy więcej czasu niż
dotychczasowa praca. Teraz, gdy Blow dołączyła do zespołu: - Byłam bliska
załamania nerwowego. Wszyscy ja uwielbiali, bo była Beztroską Issy: ,,Czy nie
jest zabawna? Spójrzcie na jej podarte rajstopy”. W pewnej chwili Schlechter
miała dość i poskarżyła się Annie. Traf chciał, że Blow nawiązała bliższą
znajomość z protegowanym Anny, Andre Leonem Talleyem, który ją uwielbiał i
uważał za swoją ekscentryczną muzę, poprosił ją więc, żeby została jego
asystentką. – Po trzech miesiąch – mówi Schlechter – ona i Andre już ze sobą
nie rozmawiali, po czym Blow wyjechała.”
Dwa inne buty to dość rzadki widok wśród gwiazd (przydałoby się inne słowo na ludzi ze świata sztuki/showbiznesu, bo jakoś ostatnio to określenie trochę straciło na wartości), ale np. Helena Bonham Carter zaryzykowała i jak zwykle wyglądała dobrze - trochę dziwnie, trochę ekscentrycznie, ale zawsze po swojemu:
Do tekstu korzystałam z:
,,Królowa Vogue’a – Anna Wintour” Jerry Oppenheimer ,
Wysokie Obcasy: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,8794392,Jestem_jak_swinia_weszaca_za_truflami.html
, Wikipedii. Polecam też artykuł Cathy Horyn : http://runway.blogs.nytimes.com/2007/05/10/the-pillar-isabella-blow/
Źródło zdjęć: style.com, stylescoop.co.za , theverysimong,com, guardion.co.uk, nytimes.com, stauchcharacters.tumblr.com
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
,,Kukułka" Antoniny Kozłowskiej - obraz Matki Polki w różnych odcieniach
Wymyśliłam sobie w poprzednim wpisie, że skupię się na sprawach związanych z wizerunkiem Kobiety Kota w Batmanie. Dlatego,że a) podoba mi się jej wygląd, od ubioru po fryzury b) jest tam przewaga czarnego - jak dla mnie jeden z ulubionych kolorów c) mam kota na punkcie kota.
Ale jak zauważyłam książkę Antoniny Kozłowskiej pt. ,,Kukułka" to zabrałam się do czytania. Wcześniej przeczytałam już inne książki tej pani: ,,Czerwony rower" i ,,Trzy połówki jabłka". Obie również zasługują na jakąś opinię, ponieważ rzadko spotykam literaturę, gdzie główny temat to ,,kobiety" i nie byłoby to coś ,,lekkiego, niezbyt trudnego do przemyślenia a bohaterka dziwnym trafem spotyka jakiegoś gościa i zaraz randka a jej przyjaciółka jej radzi ble ble ble". Nie podam tytułów, bo jak parę razy zdarzyło mi się takie coś przeczytać, to i tak później zapominałam tytułów, autorów. Nie będę tutaj krytykować Grocholi i sławnego ,,Nigdy w życiu!", bo akurat nie przeczytałam.
Tak prezentuje się okładka. Jak dla mnie udana - jest przedstawiona kobieta, której odbicie lustrzane jest oddzielone imieniem i nazwiskiem autorki. Nie razi mnie to, bo czcionka jest jasna i dobrze wygląda. Okładka sugeruje, że wszystko ma dwie strony. W zależności od tego jak spojrzymy na coś, tak pogląd na daną sprawę wygląda w naszej głowie( nie wiem czy to ma sens, ale mniejsza). Ogólnie sprawą, która jest głównym tematem w książce jest macierzyństwo. Z tyłu książki możemy przeczytać: ,, Marta ma wszystko, czego może pragnąć kobieta - kochającego męża, dobrze płatną pracę, mieszkanie na ekskluzywnym osiedlu. Ma to wszystko, czego pragnie Iwona, samotna matka dwójki dzieci pracująca jako woźna w szkole. Marta ma wszystko - prócz dziecka, którego pragnie najbardziej na świecie...."
Marta i Iwona to kobiety, których dzieli dużo: ilość pieniędzy na koncie, obecność mężczyzny w ich życiu, praca, relacje z innymi kobietami, miejsce zamieszkania (albo dokładniej: wystrój mieszkania). Jedna pracuje w korporacji przyjaznej matkom z dziećmi, druga jako woźna w szkole i dorabiająca w sklepie z artykułami papiernicznym. Marta tak bardzo chce dziecka, że nie zatrzymuje jej nawet poronienie. I tak raz za razem, ostatecznie ma za sobą pięć prób, które kończą się fiaskiem. Za młodu też była w ciąży, ale jej dziecko zostało usunięte za jej pozwoleniem. W końcu miała przed sobą przyszłość, a chłopak nie skakał ze szczęścia na wieść o ojcostwie - tak mniej więcej Marta tłumaczyła sobie swoje przykre zdarzenie, kiedy czasem obwiniała się,że nie może donosić dziecka ,,niby" z powodu tamtej aborcji. Okazuje się, że skrobanka nie miała wpływu na jej organizm. Tak czy inaczej po prostu nie może mieć dzieci i dlatego też decyduje się na inne wyjście niż adopcja. Razem z mężem, Filipem ( mężczyzną z pozoru silnym i wspierającym) wynajmują surogatkę. Jest nią Iwona, kobieta lat 31. Matka dwójki dzieci, której (jak sama często mówi)- ,,prawie się udało".To prawie to jej pierwsza ciąża-wpadka, to jej rozpoczęte studia, których nie skończyła, to jej druga ciąża-też wpadka. Do tego mąż, który wyjechał z powodu kłopotów finansowych za pracą za granicę i poznał tam kogoś. Skutek? Dzieci dostają raz na jakiś czas parę stów od tatusia, a ona sama musi radzić sobie z domem, dziećmi i narzekającą matką. Wszystko to sprowadziło się do tego, że skoro ,,jest stworzona do rodzenia" to może odpowie na ogłoszenie w gazecie o surogatkach. Przecież wynagrodzenie będzie wysokie, ból porodu w jej wypadku znikomy (tak jak było w poprzednich dwóch) a może uda się jej odbić od swojej szarej rzeczywistości. Zapewnić dzieciom dodatkowe zajęcia, poprawić ich rzeczywistość.I tak losy Marty i Iwony krzyżują się ze sobą, a co z tego wyszło? Nie będę zdradzać, bo nie lubię sama znać zakończenia książek. Ale przejdę do jej plusów i minusów:
Minusy:
- trochę brakowało elementów zaskoczenia. Emocje są, ale mogło być lepiej.
- osobiście nie za bardzo wyobrażam sobie jak można znieść 5 poronień i wciąż walczyć za wszelką cenę o dziecko, ale może zrozumieją to inne kobiety
Plusy:
- postacie nie są bezbarwne, każda z nich ma swoje charakterystyczne cechy, które tworzą ,żywego" bohatera. Babka, która mieszka na wsi i z pozoru jest zapomniana przez wnuczkę. Mąż Marty - biznesmen mający na koncie jedno nieudane małżeństwo, jest zestresowanym chłopcem mającym problemy z poradzeniem sobie z problemem żony. Sam przecież ma już nastoletniego syna i nie ma takiego parcia na kolejne dziecko. Itd, osób z ciekawymi przeżyciami jest tam jeszcze trochę.
- fabuła stopniowo rozwija się, nie nudzi. Najpierw poznajemy bohaterki, ich codzienność. Nie zawsze jestem zachwycona jak autor/autorka opisują to,co nas otacza. Tutaj się nie zawiodłam, bo nie ma tam ani lukru, ani przesadnej ironii.
- opis zdarzeń obrazujących powody ich decyzji: rozmowa Marty z szefem o jej problemach, pobicie się syna Iwony z kolegą z powodu określenia, że jego matka to ,,puszczalska", spotkanie ze znajomymi Filipa gdzie kobiety słodzą sobie wzajemnie, tworząc obłudę sympatycznej atmosfery. Czytelnik zastanawia się podczas czytania: ,,Cholera, tak rzeczywiście w życiu bywa."
- parę opinii o kobietach, które jakoś utkwiły mi w pamięci i tutaj je zacytuję:
,,Babom nie dogodzisz. Kiedy nie było pigułek i mody na singli, kiedy mogły się mnożyć, to nie chciały, robiły skrobanki, broniły się, jak mogły. Teraz mogą planować, zabezpieczać się, nie są potępiane, a rodzą na potęgę. Ot, głupia babska natura."
,, Czyli tak to jest być matką. Kiedy masz dziecko, nagle wszyscy dookoła, nawet farbowana na czarno siksa za ladą , mówią ci, co masz robić, bo wiedza lepiej. Matka to takie stworzenie, które w chwili urodzenia dziecka straciło zdolność decydowania o sobie i racjonalnego myślenia. Teraz inni decydują za nią, co jej wolno, a czego nie, co jest dobre dla dziecka, a co mu szkodzi, i nie zawahają się wyrazić swojej opinii w każdej chwili."
,, Kobiety dzielą się na matki i niematki - te pierwsze godne szacunku, te drugie oceniane jako niedopowiedzialne, niedojrzałe, zainteresowane tylko zabawą i karierą, wieczne dziewczynki. Mówi się o nich ze współczuciem podszytym pogardą, jak kiedyś, wiele lat temu, o starych pannach."
Ogólnie książka mi się podobała i ją polecam. Temat macierzyństwa ukazanego w gorzkich barwach nie jest jeszcze chyba zbyt popularny, więc za to też plus. Ale nie jest to też przypadek, że zostałam powalona na łopatki i nie mogę przestać myśleć o bohaterach przez następne dni.
Ale jak zauważyłam książkę Antoniny Kozłowskiej pt. ,,Kukułka" to zabrałam się do czytania. Wcześniej przeczytałam już inne książki tej pani: ,,Czerwony rower" i ,,Trzy połówki jabłka". Obie również zasługują na jakąś opinię, ponieważ rzadko spotykam literaturę, gdzie główny temat to ,,kobiety" i nie byłoby to coś ,,lekkiego, niezbyt trudnego do przemyślenia a bohaterka dziwnym trafem spotyka jakiegoś gościa i zaraz randka a jej przyjaciółka jej radzi ble ble ble". Nie podam tytułów, bo jak parę razy zdarzyło mi się takie coś przeczytać, to i tak później zapominałam tytułów, autorów. Nie będę tutaj krytykować Grocholi i sławnego ,,Nigdy w życiu!", bo akurat nie przeczytałam.
Tak prezentuje się okładka. Jak dla mnie udana - jest przedstawiona kobieta, której odbicie lustrzane jest oddzielone imieniem i nazwiskiem autorki. Nie razi mnie to, bo czcionka jest jasna i dobrze wygląda. Okładka sugeruje, że wszystko ma dwie strony. W zależności od tego jak spojrzymy na coś, tak pogląd na daną sprawę wygląda w naszej głowie( nie wiem czy to ma sens, ale mniejsza). Ogólnie sprawą, która jest głównym tematem w książce jest macierzyństwo. Z tyłu książki możemy przeczytać: ,, Marta ma wszystko, czego może pragnąć kobieta - kochającego męża, dobrze płatną pracę, mieszkanie na ekskluzywnym osiedlu. Ma to wszystko, czego pragnie Iwona, samotna matka dwójki dzieci pracująca jako woźna w szkole. Marta ma wszystko - prócz dziecka, którego pragnie najbardziej na świecie...."
Marta i Iwona to kobiety, których dzieli dużo: ilość pieniędzy na koncie, obecność mężczyzny w ich życiu, praca, relacje z innymi kobietami, miejsce zamieszkania (albo dokładniej: wystrój mieszkania). Jedna pracuje w korporacji przyjaznej matkom z dziećmi, druga jako woźna w szkole i dorabiająca w sklepie z artykułami papiernicznym. Marta tak bardzo chce dziecka, że nie zatrzymuje jej nawet poronienie. I tak raz za razem, ostatecznie ma za sobą pięć prób, które kończą się fiaskiem. Za młodu też była w ciąży, ale jej dziecko zostało usunięte za jej pozwoleniem. W końcu miała przed sobą przyszłość, a chłopak nie skakał ze szczęścia na wieść o ojcostwie - tak mniej więcej Marta tłumaczyła sobie swoje przykre zdarzenie, kiedy czasem obwiniała się,że nie może donosić dziecka ,,niby" z powodu tamtej aborcji. Okazuje się, że skrobanka nie miała wpływu na jej organizm. Tak czy inaczej po prostu nie może mieć dzieci i dlatego też decyduje się na inne wyjście niż adopcja. Razem z mężem, Filipem ( mężczyzną z pozoru silnym i wspierającym) wynajmują surogatkę. Jest nią Iwona, kobieta lat 31. Matka dwójki dzieci, której (jak sama często mówi)- ,,prawie się udało".To prawie to jej pierwsza ciąża-wpadka, to jej rozpoczęte studia, których nie skończyła, to jej druga ciąża-też wpadka. Do tego mąż, który wyjechał z powodu kłopotów finansowych za pracą za granicę i poznał tam kogoś. Skutek? Dzieci dostają raz na jakiś czas parę stów od tatusia, a ona sama musi radzić sobie z domem, dziećmi i narzekającą matką. Wszystko to sprowadziło się do tego, że skoro ,,jest stworzona do rodzenia" to może odpowie na ogłoszenie w gazecie o surogatkach. Przecież wynagrodzenie będzie wysokie, ból porodu w jej wypadku znikomy (tak jak było w poprzednich dwóch) a może uda się jej odbić od swojej szarej rzeczywistości. Zapewnić dzieciom dodatkowe zajęcia, poprawić ich rzeczywistość.I tak losy Marty i Iwony krzyżują się ze sobą, a co z tego wyszło? Nie będę zdradzać, bo nie lubię sama znać zakończenia książek. Ale przejdę do jej plusów i minusów:
Minusy:
- trochę brakowało elementów zaskoczenia. Emocje są, ale mogło być lepiej.
- osobiście nie za bardzo wyobrażam sobie jak można znieść 5 poronień i wciąż walczyć za wszelką cenę o dziecko, ale może zrozumieją to inne kobiety
Plusy:
- postacie nie są bezbarwne, każda z nich ma swoje charakterystyczne cechy, które tworzą ,żywego" bohatera. Babka, która mieszka na wsi i z pozoru jest zapomniana przez wnuczkę. Mąż Marty - biznesmen mający na koncie jedno nieudane małżeństwo, jest zestresowanym chłopcem mającym problemy z poradzeniem sobie z problemem żony. Sam przecież ma już nastoletniego syna i nie ma takiego parcia na kolejne dziecko. Itd, osób z ciekawymi przeżyciami jest tam jeszcze trochę.
- fabuła stopniowo rozwija się, nie nudzi. Najpierw poznajemy bohaterki, ich codzienność. Nie zawsze jestem zachwycona jak autor/autorka opisują to,co nas otacza. Tutaj się nie zawiodłam, bo nie ma tam ani lukru, ani przesadnej ironii.
- opis zdarzeń obrazujących powody ich decyzji: rozmowa Marty z szefem o jej problemach, pobicie się syna Iwony z kolegą z powodu określenia, że jego matka to ,,puszczalska", spotkanie ze znajomymi Filipa gdzie kobiety słodzą sobie wzajemnie, tworząc obłudę sympatycznej atmosfery. Czytelnik zastanawia się podczas czytania: ,,Cholera, tak rzeczywiście w życiu bywa."
- parę opinii o kobietach, które jakoś utkwiły mi w pamięci i tutaj je zacytuję:
,,Babom nie dogodzisz. Kiedy nie było pigułek i mody na singli, kiedy mogły się mnożyć, to nie chciały, robiły skrobanki, broniły się, jak mogły. Teraz mogą planować, zabezpieczać się, nie są potępiane, a rodzą na potęgę. Ot, głupia babska natura."
,, Czyli tak to jest być matką. Kiedy masz dziecko, nagle wszyscy dookoła, nawet farbowana na czarno siksa za ladą , mówią ci, co masz robić, bo wiedza lepiej. Matka to takie stworzenie, które w chwili urodzenia dziecka straciło zdolność decydowania o sobie i racjonalnego myślenia. Teraz inni decydują za nią, co jej wolno, a czego nie, co jest dobre dla dziecka, a co mu szkodzi, i nie zawahają się wyrazić swojej opinii w każdej chwili."
,, Kobiety dzielą się na matki i niematki - te pierwsze godne szacunku, te drugie oceniane jako niedopowiedzialne, niedojrzałe, zainteresowane tylko zabawą i karierą, wieczne dziewczynki. Mówi się o nich ze współczuciem podszytym pogardą, jak kiedyś, wiele lat temu, o starych pannach."
Ogólnie książka mi się podobała i ją polecam. Temat macierzyństwa ukazanego w gorzkich barwach nie jest jeszcze chyba zbyt popularny, więc za to też plus. Ale nie jest to też przypadek, że zostałam powalona na łopatki i nie mogę przestać myśleć o bohaterach przez następne dni.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Siostrzana zazdrość
Film ,,Co się zdarzyło Baby Jane" to obraz czasem nierealistyczny,czasem zaskakujący,ale ogólnie bardzo dobry.Fabuła jest prosta.Mamy dwie siostry.Jedna z nich,Jane zrobiła karierę za młodych lat, występując jako słodka śpiewająca dziewczynka pod pseudonimem ,,Baby Jane".Od zawsze pragnęła adoracji i uwagi,ale z biegiem lat ludzie przestali się nią zachwycać.Nikt już nie pamięta małej gwiazdy,jednak ona sama nie umie sobie z tym poradzić.Jej siostra Blanche podczas kariery siostry była nikomu nieznana,ale później jako dorosła została znaną i lubianą aktorką.Ludzie podziwiali ją i miała świat u stóp,ale z powodu wypadku samochodowego straciła czucie w nogach.Teraz jest zależna od Jane,która coraz bardziej pogrąża się w histerii i żyje z dala od rzeczywistości.
Widać tutaj koronkową(?) sukienkę sięgającą za kolana.Jest przewiązana paskiem i sprawa wrażenie,że jej właścicielka jest niewinna i słodka.Zdobienia na krawędzi potęgują ,,uroczy" efekt. Buty to wiązane na kokardki trzewiki. Idealnie pasują dla dziewczynki śpiewającej chwytliwe piosenki.
Dobry przykład na to,że makijaż powinien upiększać kobietę, a nie stać się maską. Biały puder,czerwona szminka są zbyt teatralnie nałożone.To wszystko powoduje,że widz zastanawia się ,,czemu ta kobieta oszpeca się na własną prośbę?". Baby Jane jednak wcale nie uważa,że ją obrzydza.Wręcz przeciwnie-dzięki ogromnej ilości szpachli zasłania swoją prawdziwą twarz i może łatwiej przenieść się w świat dzieciństwa.
Fryzura także sugeruje jak bardzo tęskni za chwilami,gdy była ulubienicą publiczności.Podobnie ułożone włosy przecież nosiła jako Baby Jane:
Cały jej wizerunek krzyczy ,,chcę być znowu dzieckiem",co mimo wszystko jest dość rzadkim zjawiskiem. Zwykle spotyka się kobiety, które ,,chcą wyglądać na młodsze niż są." Jednak zazwyczaj ta granica to 10 lat,chcą być widziane na pewno jako osoby dorosłe.A tytułowa bohaterka nie jest w stanie pogodzić się z upływającym czasem, a jej wygląd wzbudza niesmak i wstręt.Taka była też rola tej postaci,która została świetnie odegrana przez Bette Davis.W modzie możemy sprawiać wrażenie młodszych lub starszych niż jesteśmy. Grunt,żeby nie zatracić siebie i być świadomym tego,co się ma na sobie - nie tylko ciuchów,ale i makijażu.
Nie jest to film na piątkowe popołudnie dla relaksu.Prędzej pasuje do dnia,kiedy pogoda jest kiepska a do weekendu daleko.Człowiek może skupić się na filmie i później zastanowić się jak bardzo dzieciństwo ma wpływ na dorosłość.Bo sam film jest ciekawy i na pewno zostaje w pamięci.A to chyba dużo,biorąc pod uwagę ile dziś produkowanych jest filmów o których myśli się dłużej niż 10 min po zakończeniu.I nie mówię tutaj o czepaniu się błędów w filmie i porównywaniu do poprzednich części/innych wersji czy dyskutowaniu nad zakończeniem.Chyba zaczynam pisać o najnowszym Batmanie...No cóż,jego pewnie też opiszę.A dokładniej to np.wizerunek Kobiety Kota.
Źródła: horrorstory.blox.pl, allposters.pl
Widać tutaj koronkową(?) sukienkę sięgającą za kolana.Jest przewiązana paskiem i sprawa wrażenie,że jej właścicielka jest niewinna i słodka.Zdobienia na krawędzi potęgują ,,uroczy" efekt. Buty to wiązane na kokardki trzewiki. Idealnie pasują dla dziewczynki śpiewającej chwytliwe piosenki.
Dobry przykład na to,że makijaż powinien upiększać kobietę, a nie stać się maską. Biały puder,czerwona szminka są zbyt teatralnie nałożone.To wszystko powoduje,że widz zastanawia się ,,czemu ta kobieta oszpeca się na własną prośbę?". Baby Jane jednak wcale nie uważa,że ją obrzydza.Wręcz przeciwnie-dzięki ogromnej ilości szpachli zasłania swoją prawdziwą twarz i może łatwiej przenieść się w świat dzieciństwa.
Fryzura także sugeruje jak bardzo tęskni za chwilami,gdy była ulubienicą publiczności.Podobnie ułożone włosy przecież nosiła jako Baby Jane:
Cały jej wizerunek krzyczy ,,chcę być znowu dzieckiem",co mimo wszystko jest dość rzadkim zjawiskiem. Zwykle spotyka się kobiety, które ,,chcą wyglądać na młodsze niż są." Jednak zazwyczaj ta granica to 10 lat,chcą być widziane na pewno jako osoby dorosłe.A tytułowa bohaterka nie jest w stanie pogodzić się z upływającym czasem, a jej wygląd wzbudza niesmak i wstręt.Taka była też rola tej postaci,która została świetnie odegrana przez Bette Davis.W modzie możemy sprawiać wrażenie młodszych lub starszych niż jesteśmy. Grunt,żeby nie zatracić siebie i być świadomym tego,co się ma na sobie - nie tylko ciuchów,ale i makijażu.
Nie jest to film na piątkowe popołudnie dla relaksu.Prędzej pasuje do dnia,kiedy pogoda jest kiepska a do weekendu daleko.Człowiek może skupić się na filmie i później zastanowić się jak bardzo dzieciństwo ma wpływ na dorosłość.Bo sam film jest ciekawy i na pewno zostaje w pamięci.A to chyba dużo,biorąc pod uwagę ile dziś produkowanych jest filmów o których myśli się dłużej niż 10 min po zakończeniu.I nie mówię tutaj o czepaniu się błędów w filmie i porównywaniu do poprzednich części/innych wersji czy dyskutowaniu nad zakończeniem.Chyba zaczynam pisać o najnowszym Batmanie...No cóż,jego pewnie też opiszę.A dokładniej to np.wizerunek Kobiety Kota.
Źródła: horrorstory.blox.pl, allposters.pl
poniedziałek, 23 lipca 2012
,,Piękność dnia"
,,Belle De Jour"
Film, w którym zwróciłam uwagę na kostiumy oraz wygląd głównej postaci.Może to przez wspaniałą urodę Catherine Deneuve,może przez talent Yves Saint Laurenta. To właśnie on stoi za strojami,zresztą wtedy po raz pierwszy spotkał Deneuve. Współpraca obojga okazała się sukcesem i zaowocowała przyjaźnią na wiele lat.O czym opowiada film? O niespełnionej seksualnie mężatce Severine,granej przez Catherine Deneuve. Główna bohaterka to panienka z dobrego domu (chyba), która nawet w swoim stroju zachowuje umiar. Skromne sukienki do kolan z białym kołnieżykiem, beżowa szmizjerka zapinana na złote guziki. Według mnie najładniejsza kreacja to prosta,brązowa sukienka bez rękawów z golfem.Pasuje właściwie do wszystkiego i na każdą okazję.No,może poza ślubem i pogrzebem.Podobne stroje,buty i dodatki jak te z filmu na pewno będą pojawiać się w modzie. Dlaczego? Bo są proste,eleganckie i (sprawiają wrażenie) wygodnych. A to chyba klucz do sukcesu w modzie.
Włosy i makijaż bohaterki również zasługują na uwagę.Są proste i jednocześnie efektowne. Nie wymagają tony produktów do stylizacji,do tego pasują zarówno 20 latce jak i 50 latce. Fryzura to najczęściej elegancki kok lub puszyste włosy,pasma z przodu są spięte do tyłu. Makijaż - jasny podkład/puder, delikatny róż, mocno zaznaczone brwi. Oczy podkreślone dzięki brązowemu cieniowi w załamaniu powieki(nie smokey-eye) i wytuszowaniu rzęs. Szminka beżowa,nie rzucająca się w oczy.
Buty Roger Vivier: złota klamra to znak rozpoznawczy,który ze zwykłych pantofli robi eleganckie pantofelki.Odrobinę ,,za grzeczne",ale taka miała być (w oczach innych,a może i swoich) Severine. Ułożona,skromna oraz właśnie (za) grzeczna.
Sukienka typu ,,pensjonarka".Parę razy powraca w kolekcjach zmodernizowana:
Szkice strojów Severine:
Przypomniała mi się Madonna wystylizowana (przez Toma Forda,o ile się nie mylę) na bohaterkę filmu. Może nie dosłownie,bo zamiast sukienki/spódnicy są spodnie. No i jakoś ta rozpięta koszula.Ale włosy,makijaż, elegancka koszula w niebieskim kolorze nasuwa skojarzenia właśnie z ,,Pięknością dnia".
Poza tym polecam sam film ,,Piękność dnia". Ciekawa fabuła, dobre aktorstwo i spokojny nastrój to jedne z wielu zalet. Chłód bijący z Severine jest bardzo realny. Relacje między kobietą i mężczyzną to częsty temat filmów, jednak również często wykonanie jest średnie. W tym wypadku warto obejrzeć go conajmniej raz.A styl głównej bohaterki to tylko dodatek,ale mimo wszystko całkiem istotny.
Źródło: stylefrizz.com, imtheitgirl.com,jointhestylehighclub.com,cleveland.com, thestylenotebook.com, makeup4all.com
Film, w którym zwróciłam uwagę na kostiumy oraz wygląd głównej postaci.Może to przez wspaniałą urodę Catherine Deneuve,może przez talent Yves Saint Laurenta. To właśnie on stoi za strojami,zresztą wtedy po raz pierwszy spotkał Deneuve. Współpraca obojga okazała się sukcesem i zaowocowała przyjaźnią na wiele lat.O czym opowiada film? O niespełnionej seksualnie mężatce Severine,granej przez Catherine Deneuve. Główna bohaterka to panienka z dobrego domu (chyba), która nawet w swoim stroju zachowuje umiar. Skromne sukienki do kolan z białym kołnieżykiem, beżowa szmizjerka zapinana na złote guziki. Według mnie najładniejsza kreacja to prosta,brązowa sukienka bez rękawów z golfem.Pasuje właściwie do wszystkiego i na każdą okazję.No,może poza ślubem i pogrzebem.Podobne stroje,buty i dodatki jak te z filmu na pewno będą pojawiać się w modzie. Dlaczego? Bo są proste,eleganckie i (sprawiają wrażenie) wygodnych. A to chyba klucz do sukcesu w modzie.
Włosy i makijaż bohaterki również zasługują na uwagę.Są proste i jednocześnie efektowne. Nie wymagają tony produktów do stylizacji,do tego pasują zarówno 20 latce jak i 50 latce. Fryzura to najczęściej elegancki kok lub puszyste włosy,pasma z przodu są spięte do tyłu. Makijaż - jasny podkład/puder, delikatny róż, mocno zaznaczone brwi. Oczy podkreślone dzięki brązowemu cieniowi w załamaniu powieki(nie smokey-eye) i wytuszowaniu rzęs. Szminka beżowa,nie rzucająca się w oczy.
Buty Roger Vivier: złota klamra to znak rozpoznawczy,który ze zwykłych pantofli robi eleganckie pantofelki.Odrobinę ,,za grzeczne",ale taka miała być (w oczach innych,a może i swoich) Severine. Ułożona,skromna oraz właśnie (za) grzeczna.
Sukienka typu ,,pensjonarka".Parę razy powraca w kolekcjach zmodernizowana:
Pucci F/W 2011/201:
Miu Miu F/W 2011/2012
Tutaj sukienka z golfem:Szkice strojów Severine:
Przypomniała mi się Madonna wystylizowana (przez Toma Forda,o ile się nie mylę) na bohaterkę filmu. Może nie dosłownie,bo zamiast sukienki/spódnicy są spodnie. No i jakoś ta rozpięta koszula.Ale włosy,makijaż, elegancka koszula w niebieskim kolorze nasuwa skojarzenia właśnie z ,,Pięknością dnia".
Poza tym polecam sam film ,,Piękność dnia". Ciekawa fabuła, dobre aktorstwo i spokojny nastrój to jedne z wielu zalet. Chłód bijący z Severine jest bardzo realny. Relacje między kobietą i mężczyzną to częsty temat filmów, jednak również często wykonanie jest średnie. W tym wypadku warto obejrzeć go conajmniej raz.A styl głównej bohaterki to tylko dodatek,ale mimo wszystko całkiem istotny.
Źródło: stylefrizz.com, imtheitgirl.com,jointhestylehighclub.com,cleveland.com, thestylenotebook.com, makeup4all.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)













.jpg)













