środa, 19 grudnia 2012

,,Pewnego dnia" Emily Giffin

Gdyby pewnego dnia Twój największy sekret wyszedł na jaw?
Gdyby pewnego dnia przeszłość wróciła i zmieniła wszystko?
Gdybyś pewnego dnia dostała szansę, by odbudować najważniejszą więź w swoim życiu?

Pewnego dnia w drzwiach Marianne staje osiemnastoletnia Kirby. Jedno spojrzenie wystarcza i Marianne wie, że odnalazła ją córka. Jej idealny świat rozpada się, a wspomnienia o młodzieńczej namiętności ożywają.
Czy Marianne i Kirby zbliżą się do siebie? Czy zrozumieją, czego chcą? Czy wreszcie odważą się pójść za głosem serca?
Nikt nie zrozumie Cię lepiej niż Emily Giffin!
( z www.lubimyczytac.pl)


          Po takim opisie wiadomo, że problem pt. ,,oddanie do adopcji dziecka" nie da się łatwo rozwiązać. Zacznę jednak nie od niego, ale od przedstawienia głównych bohaterów. Marianne to 36 letnia kobieta, która odniosła sukces. Zajmuje się pisaniem scenariusza do popularnego serialu ,,Sound Second Street" , jest w związku ze swoim szefem Peterem. Ma dobre przyjaciółki. Mieszka w luksusowym apartamencie. Trochę sztucznie brzmi ten opis? Niestety, ale taka też jest rzeczywistość głównej bohaterki. Mimo pozornego ,,poukładania osobistego" - w związku, w relacjach z bliskimi, w pracy nie może się w nie wpasować. Dlatego kiedy przyjeżdża do niej jej osiemnastoletnia córka Kirby to najpierw widzi w tym straszny zgrzyt i próbuje ładnie się zaprezentować a nie starać się zrozumieć nastolatkę. W końcu nie była to planowana ciąża, tylko przypadkowy efekt kopulacji dwojga młodych ludzi po ukończeniu liceum. Warto dodać, że dziewczyna nikomu prócz własnej matce nie powiedziała o tym, że będzie mieć dziecko. Tak, tak - nawet ojciec dziecka nie wiedział o nim. Do czasu...18 lat to wystarczająco dużo na ukrycie tajemnicy. Zwłaszcza jeśli dziecko nie jest głupie, nie da nabrać się na oczarowanie prezentami i chce poznać swojego ojca...

           Córka jest zupełnie inna, dla niej liczy się szczerość i bycie sobą. Czasem sporo za to płaci - przybrani rodzice faworyzują jej siostrę, w szkole brana jest za ,,odludka" i chodzi do psychologa (na szczęście on traktuje ją jak równego partnera do rozmowy a nie nierozumianą gówniarę). Do tego ma fioła na punkcie starych zespołów, głównie rockowych. Sama dobrze śpiewa oraz gra na perkusji, co w pewnym momencie przyniesie ciekawy efekt...Właściwie trudno znaleźć jakieś punkty wspólne między nimi dwoma. Natomiast ojciec, czyli Conrad ma z Kirby podobne cechy. Prowadzi bar, w którym grana jest przez 365 dni muzyka na żywo. Umie grać na gitarze i śpiewać, do tego również woli ,,iść własną drogą" niż robić coś pod dyktando (lub sugestię) innych. Jaki będzie efekt, gdy ostatecznie te 3 osoby spotkają się w jednym pomieszczeniu - nie zdradzę. Ale podobał mi się sposób w jaki został opisany, realistycznie i bez patosu.
 
           Skoro już uchyliłam rąb(k)a fabuły to trochę o plusach i minusach książki. Plusem było to, że łatwo i przyjemnie się czytało, ale na szczęście nie jest to ,,jednonocny kryminał, który zapomniasz ranem". Problem nastoletniej ciąży i konskwencji, emocji z nią związanych również został przedstawiony w porządku. Główne bohaterki, czyli Kirby i Marianne wzbudziły moją sympatię. Pierwsza za to, że ma ,,charakterek" i swoją pasję, której nie chce rzucić w kąt wybierając studia. Druga za to, że początkowo wydaje się być paniusią z wyższych sfer, jednak okazuje się to być tylko otoczką dla jej ukrytej ,,prawdziwej" osobowości. Minusy to trochę brak częstszego kontaktu głównej bohaterki z przyjaciółkami, chociaż może miało to pokazać ,,pozorną przyjaźń gdzie właściwie jest ok, ale nie mówi się wszystkiego" oraz postać Petera. Miał być facetem z marzeń, który jednak okazał się irytującym typem mającym za dużo pewności siebie.

           Książki Emily Giffin czyta się bardzo szybko. Czy to wystarczy, żeby stać się cenioną autorką i mieć na książkach określenie ,,Nikt nie zrozumie Cię lepiej niż Emily Giffin."? A może potrzeba do tego jeszcze umiejętności kreowania ciekawych bohaterów, którzy mimo, że tylko ,,książkowi" wydają się realni i bliscy? To jeszcze za mało. Ale Emily Giffin wyciąga na światło dzienne w swojej twórczości problemy, które często krążą w życiu - zdrada, bezdzietność, kariera czy rodzina, ciąża w wieku nastoletnim, zalety i wady małżenstwa, stosunki w rodzinie. To jest chyba ten ostatni punkt, który zapewnił jej taką popularność na skalę światową. Na podstawie ,,Coś pożyczonego" zrobiono film pt. ,,Pożyczony narzeczony". Nad ekranizacją ,,Pewnego dnia" wielbiciele Giffin już się zastanawiają, proponując wybrane gwiazdy do roli konkretnych bohaterów - np. Dakota Fanning jako Kirby całkiem mnie pasuje. Natomiast w roli Conrada widzę Johnny'ego Depp'a.

Źródło zdjęcia: www.lubimyczytac.pl

środa, 12 grudnia 2012

Artur Andrus i Maria Czubaszek: ,,Każdy szczyt ma swój Czubaszek"

                 Maria Czubaszek to postać całkiem dobrze znana - przynajmniej tak mi się wydaje. Ostatnio z powodu swoich poglądów na temat macierzyństwa i rodziny , wcześniej np. z tekstów do radia, z seriali - chociażby ,,Brzyduli". Dla mnie pani Czubaszek to bardzo inteligentna, bystra i ciekawa osobowość. Poza tym cechy bardzo przydatne w życiu i godne naśladowania, czyli dystans do siebie i do świata oraz troska o dobro zwierząt. Czubaszek dużo rzeczy traktuje z przymrużeniem oka, ale jak sama przyznaje - los zwierząt zawsze ją obchodził na poważnie. A że ma swoje poglądy i nie boi się ich mówić publicznie - czy to źle? Nie każdy musi lubić dzieci, sport i podróże. Pokój hotelowy zamiast domu, brak zainteresowania o dzieci znajomych czy też palenie 3 paczek dziennie - to jedne z bardziej oryginalnych wyborów bohaterki. Pewno jakaś część społeczeństwa złapała się za głowę, kiedy usłyszała takie słowa.


                 Z książką Marii Czubaszek i Artura Andrusa to było tak. Jak ukazała się w księgarniach w październiku zeszłego roku to stwierdziłam, że trochę poczekam. Co było wielkim błędem - może załapałabym się na spotkanie z autorami a tak to po ptakach. Chyba, że napiszą (Czubaszek i Andrus, bo wiem, że Andrus wydał  ostatnio swój blog w formie książki ,,Blog osławiony między niewiastami" - za to też pewnie kiedyś się zabiorę, bo czuję, że nie będzie to zmarnowany czas) jeszcze jakąś kolejną książkę. Nie wiem czemu, ale nie przepadam kiedy na pewną książkę jest szał i widzę ją za szybą wystawową w prawie każdej księgarni, jest promowana w internecie i mediach. Podobnie może i jest z filmem oraz modą, ale oczywiście są wyjątki. (Pamiętam wielką radość z 7 lat temu kiedy w sklepach pojawiły się masowo rurki i zwężane jeansy - w końcu koniec z dzwonami...) Jak już minie ten gorący okres to pojawia się wtedy większa chęć na poznanie się z wybranym egzemplarzem. Są oczywiście takie, które nawet kiedy przestają być tak popularne to i tak nie wzbudzą ciekawości - np. ostatnio szeroko komentowane ,,50 twarzy Grey'a". Przechodzę jednak już do wywiadu z Czubaszek, który jest po prostu świetną książką. Nie jest to typ: ,,czytam przez miesiąc, żeby stopniować sobie przyjemność poznania bohaterów"  ani ,,dobra książka, ale średnio podoba mi się o czym mówili". To typ: ,,mam tę książkę w dłoniach...i czytam,czytam,czytam. co? muszę jeść, pić, chodzić do toalety? przecież to jest taka ciekawa książka - nic mnie nie obchodzi." Tak mniej więcej opisuję stan, w którym uwielbiam się czuć - zdarza się to rzadko, ale za to radość czytania jest o wiele większa. Przejdę może do głównego tematu, czyli - o czym jest ta książka?

                 Maria Czubaszek to twórczyni tekstów piosenek, scenariuszy, sztuk, seriali, słuchowisk ( polecam z książki ,,Dzyń,dzyń", ,,O śpiącym królewiczu"). Można ją zobaczyć  w ,,Spadkobiercach" , gdzie gra Maggie Mekintosz Owens oraz w ,,Szkle Kontaktowym" na tvn24. Ta książka to podsumowanie życia zawodowego, prywatnego i towarzyskiego Marii Czubaszek. Właściwie ,,prywatne" i ,,towarzyskie" powinny być w jednej kategorii, ale tutaj byłoby to chyba niewłaściwe. Ponieważ Czubaszek znała i wciąż zna wiele niesamowitych ludzi, co np. skutkuje dostaniem zdjęcia Barbry Streisand z jej autografem od Romana Polańskiego albo napisaniem wiersza o ,,Wpływie Marii Czubaszek na rzeźbę terenu w centralnym masywie Himalajów" przez Jonasza Koftę. Albo napisanie pracy magisterskiej przez panią Ewelinę Paszko pt. ,,Dowcip językowy w słuchowisku radiowym Marii Czubaszek >>Dym z papierosa<<". Umiejętność stworzenia wywiadu z własnym mężem (Wojciechem Karolakiem, którego rysunki z zającami można obejrzeć w książce), podając się za niego - to Czubaszek też potrafi.


 W sumie ciężko w paru zdaniach zawrzeć jej cały życiorys, spróbuję więc za pomocą paru cytatów przybliżyć jej sylwetkę (psychologiczną, ale fizyczna też zła nie jest) :
O życiu :,, Przepraszam za patos - co jest sensem życia? Przepraszam za szczerość - życie nie ma sensu. Może inaczej - są ludzie, których życie ma sens. Na przykład pani Szymborskiej, Jeremiego Przybory, Stefanii Grodzieńskiej, Wood'yego Allena. Bo robili cos fajnego. Ale życie takiego kogoś jak ja, kto niczego sensownego nie stworzył? To, czy ja jestem, czy mnie nie ma, to jakiego to ma znaczenie? Czy to ma jakiś sens? Nie ma sensu. Urodziłam się i muszę jakoś przeżyć do czasu, kiedy to się skończy. Co się śmiejesz?"

O różnicach między ludźmi ,,za jej czasów" i tych z ,,aktualnych": ,,Praca tak nie pochłaniała, a sponsoring nie był tak poszukiwany. Podejrzewam, że choćby dlatego, że bogatych było mniej. Za to ciekawych ludzi chyba więcej.
[AA] - Waligórski napisał: ,,Pokrak wprawdzie mieliśmy od metra, ale za to - co pokraka, to charakter".
 To prawda. Najbardziej brakuje mi teraz ludzi, o których mówi się, że to ,,postać". Takich, których wszyscy znaja, którzy sa oryginalni, niezwykli. Takich jak Iredyński, Minkiewicz czy wciąż jeszcze Głowacki. Kiedy czytam o fantazji dzisiejszych młodych, o tym, że ktoś pokazał gdzieś gołą pupę, to mi nie imponuje. Może dlatego, że jestem już stara i nie takie rzeczy już widziałam?"

O prywatkach: ,,Na prywatkach były dla mnie zmorą ,,obowiązkowe" sałatki. Takie ,,drobno plute", z majonezem. Specjalność każdej pani domu. A mnie już na sam widok robiło się (i robi) niedobrze. Stąd zresztą wzięło się moje określenie ,,brzydki jak majonez".

O pracy w radiu : ,,Po jakimś czasie do mojego kierownika w Biurze Reklamy zadzwonił Jacek Janczarski z Programu Trzeciego Polskiego Radia i zaproponował, żebym napisała kilka słuchowisk dla ,,Trójki". Słyszał moje teksty w ,,Kabareciku", ale też się nie domyślał, że one cokolwiek reklamują. Powiedział, żeby tutaj było bez reklamy, ale zabawnie. Z przyjemnością się zgodziłam. Wtedy wszyscy słuchali ,,Trójki", więc pisanie dla niej to była nobilitacja. Poprosiłam tylko, żeby to była ta sama grupa aktorów i ten sam reżyser, z którymi wspópracowałam na Kopernika. Po paru nagraniach jacek zaproponował, żebym do ,,Trójki" przeszła na stałe. Biuro reklamy nie bardzo chciało się zgodzić, ale po interwencji dyrektora jana Mietkowskiego trafiłam do ,,Ilustrowanego Tygodnika Rozrywkowego". I tu zaczyna się kolejny etap w moim życiu. Etap pod nazwą ,,ITR". Czas najważniejszych przyjaźni, największej aktywności zawodowej, największego zapału. Pisało się w domu. W radiu się głównie nagrywało. Na Myśliwieckiej [siedziba Programu III Polskiego Radia - przyp. AA] codziennie bywał tylko Jacek Janczarski. Z racj funcji - był kierownikiem redakcji. Na godzinę, dwie , ale też głównie ze względów towarzyskich, wpadał Adam Kreczmar. Siedział z nami w pokoju Marcin Wolski, ale on robił całkiem inne audycje - nie pisał dla ,,ITR-u". Wszyscy zbiegali się na nagrania. Stefan Friedmann, Jonasz Kofta, Janek Stanisławki. Ale najważniejsza część tego życia to były wspólne wyprawy do SPATIF-u. Po każdym nagraniu."



            Książka podobała mi się za treść, styl prowadzenia rozmowy, ciekawe zdjęcia....Nawet czcionka mi nie przeszkadzała. Poszłam w to jak ,,Mańka w zboże" ( a jak Mańka poszła w zboże można dowiedzieć się z tej książki). Tę książkę polecam nie tylko dla tych, co lubią Czubaszek i Andrusa - ale również dla tych, co chcą poznać trochę interesujących postaci i słuchowisk z radia z lat 70. Poczytać o atmosferze panującej w tamtych czasach.  No, jedno mnie tylko zdenerwowało - za szybko się skończyła...Na koniec parę wytworów głównej bohaterki:
,,zaknedlował" - ...zaknedlować według Cioci znaczy tyle, co zakneblować knedlem ze śliwką.
,,- Gdzie on pojechał?
  -Może tam, gdzie rosną poziomki? Albo gdzie cytryna dojrzewa?
  -Albo gdzie diabeł mówi dobranoc.
  - Tam kobiet nie pośle."

Źródło zdjęć: flickriver.com , merlin. pl , polskieradio.pl

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Elsa Schiaparelli - róż i cała reszta.


                Elsa Schiaparelli - główna rywalka Coco Chanel, która niestety nie dorównała jej sławą i legenda o niej nie jest tak trwała. Może jednak powinno przyjrzeć się jej bliżej? Jej zasługi dla mody są całkiem spore a postać samej Elsy również warto przypominać. Dlaczego? Za to jak bardzo cząstki jej stylu są obecne w aktualnej modzie: motyle i znaki zodiaku u Versace, zniekształcone sylwetki Rei Kawakubo, dzianinę w energetycznych kolorach Sonii Rykiel, ,,bogate" w ozdoby i formę stroje Johna Galliano.

             Jak zaczynała Schiaparelli? Urodziła się 10 września 1890 roku w Rzymie. Studiowała filozofię,  przez rok z nakazu rodziny przebywała w klasztorze, potem przeniosła się do Londynu. Ostatecznie to Paryż stał się najważniejszym miastem - tam poznała takich artystów jak Salvador Dali, Jean Cocteau, Man Ray. W 1927 otworzyła swój pierwszy butik ,,stupidir le Sport" z ubraniami w sportowym stylu. Wprowadziła lniane sukienki, szorty, spódnice. Popularność zdobyły jej czarne swetry z wszytym białym wzorem. Umiała zdobyć sympatię artystów, np. z Dalim wymyśliła białą sukienkę z nadrukiem - homarem (zdjęcie na dole) czy kapelusz w kształcie buta razem z Galą Dali. To właśnie ten kapelusz był gwiazdą w kolekcji ,,Shoe" z 1937 roku. Kobieta nosząca tego rodzaju kapelusze ukrywała się za nimi, ale też przyciągała wzrok innych.


                  Schiaparelii wprowadziła poduszki do ramion , zwierzęce wzory (w 1947 roku) czy też jej charakterystyczny kolor - ,,szokujący róż". Wymyśliła go podczas tworzenia sukienki dla Mae West. Gwiazda miała być widoczna a w we wściekłym różu trudno było jej nie zauważyć. Całkowite przeciwieństwo umiaru i spokojnych kolorów Chanel - ona też miała w swoich kolekcjach róż, żółty czy niebieski, ale w pastelowych, subtelnych odcieniach.


Elsa wprowadziła na rynek również perfumy - ,,Shocking". Opakowanie było różowe, kształt butelki przypominał kobiece popiersie, którego inspiracją było ciało Mae West, jednej z jej klientek.


Poza tym  Schiaparelli zaprojektowała kostiumy do filmu z West ,,Co dzień święto" z 1937 roku oraz w 1952 roku do filmu ,,Moulin Rouge" z Zsa Zsa Gabor. Stopniowo jej kariera podupadała - najpierw w związku z kryzysem II wojny światowej, następnie ogromnej popularności Christiana Diora i jego ,,new look". W końcu ogłosiła bankructwo w 1954 roku i wyjechała do Stanów. Zmarła 13 listopada 1973 roku w Paryżu.



               Jakiś czas temu mój wzrok przykuła wystawa, którą jakiś czas temu zorganizowano w MET: ,,Schiaparelli and Prada: Impossible Conversations" - dwie włoskie projektantki, dwie niesamowite osobowości. Film (bardzo dobry - można zobaczyć stroje spod ręki Elsy i ze starszych kolekcji Prady, porównać je ze sobą) opowiadający o tej współpracy:



               Kolekcje Prady nie zawsze mnie zachwycały, ale im dłużej się im przyglądam, tym bardziej doceniam kreatywność i wyczucie Miucci. U Schiaparelli na początku przeszkadzała mi ,,przesada" w formie i w kolorze. Jednak coś w tej kobiecie musiało być, skoro dostrzegła potęgę surrealistów i umiała wyobrazić sobie but w roli kapelusza. Różnice i podobieństwa między nimi, wymiana poglądów na temat np. czy talia ma być wysoka czy niska / czy moda może być sztuką / co może dziś szokować i czy jest to jeszcze możliwe / brzydota i piękno - co jest ciekawsze? Pomysł na zrobienie wywiadu Miuccia i Schiaparelli - ryzykowny, przecież Elsa zmarła w 1973 roku. Ale aktorka ją odgrywająca świetnie sobie poradziła. Polecam filmiki - wstawiłam 3, ale jest ich więcej na yt. Rozmowy między nimi są bardzo ciekawe i zmuszają do przemyśleń odbiorcę. Wniosek na przyszłość: czas najwyższy na wpis ( a może i będzie z tego parę wpisów, w końcu kolekcji jest mnóstwo) o Pradzie.


Korzystałam ze stron wikipedia.org, thefashionspot, http://www.slate.com/articles/arts/fashion/2003/11/aftershock.html , źródło zdjęć: lisathatcher.wordpress.com , cconfigure.blogspot.com , tfs, 99perfume.com

sobota, 17 listopada 2012

Kobiety - pistolety. Sesja z ,,CR Fashion Book"




,,Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie i wysokie
z wydepilowanym krokiem

Są kobiety bezzmarszczkowe
fit kobiety luksusowe
pielęgnacji wciąż oddane
 z samych siebie odessane"

 Maria Peszek ,,Kobiety pistolety"


Modelki: Linda Evangelista, Stephanie Seymour i Carolyn Murphy
Nie wiem czy to dobra czy zła interpretacja sesji, w końcu Carine Roitfeld zapewne nie ma pojęcia o tej piosence. Jednak jest coś w tych modelkach, coś co mówi: ,,perfekcja, pewność siebie". A czy da się to przełożyć na życie codzienne - chociażby nosząc proste, dopasowane ubrania, które nie przytłaczają właścicielki i pokazują jej kobiecość. Sesja z pozoru jest zwykła i niczym się nie wyróżnia, ale coś przykuwa w niej uwagę. Może to po prostu talent fotografa, czyli Karla Lagerfelda.

Źródło zdjęć: thefashionspot.com

sobota, 3 listopada 2012

,,Jeździec bez głowy" - głowy za niego nie dam


           Johnny Depp, tajemnicza historia i mroczny klimat XVIII wieku = przepis na sukces. Tim Burton wiedział zapewne już o wiele wcześniej niż w 1999 roku , że nazwisko ,,Depp" przyciągnie tłumy i podwyższy jakość średniego lub nawet kiepskiego filmu. Tak jak jest w przypadku ,,Jeźdźca bez głowy", który ma dobre opinie w internecie, widzę go co jakiś czas w telewizji. Z okazji Haloween zamiast ,,Miasteczka Haloween"  (również w reżyserii Burtona) pomyślałam sobie - obejrzę tego ,,Jeźdzca bez  głowy", tyle o nim słyszałam to sprawdzę go w praktyce.

          Po pierwsze - o czym to jest? Z www.filmweb.pl - ,,Ichabod Crane (Johnny Depp) jest nowojorskim policjantem. Przybywa on do małej osady Sleepy Hollow, by rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw, które - jak twierdzą tamtejsi mieszkańcy - dokonywane są przez ukrywającego się w pobliskich lasach Jeźdzca bez głowy. Crane, w przeciwieństwie do mieszkańców, nie wierzy, aby w tym wypadku działały siły nadprzyrodzone. Jedną z niewielu życzliwych dla Crane'a osób jest Katrina Van Tassel (Christina Ricci), która pomoże mu w rozwikłaniu tej tajemniczej zagadki."

        Jest więc i zbrodnia, i przybysz z zewnątrz próbujący rozwiązać zagadkę morderstw. Główny bohater pokazuje co jakiś czas zabawkę - obracający się obrazek przedstawiający ptaszka w klatce. Ma to związek z jego dzieciństwem, gdzie matka znała się na czarach a on sam widział między rodzicami nie czary, a przemoc. Dlatego jego uwagę przykuwa córka Baltusa Van Tassel'a - Katrina.W filmie często występuje motyw ,,obcy z zewnątrz i córka podejrzanego bohatera = nagłe zauroczenie się sobą nawzajem". Jak można się domyślić, tutaj właśnie tak jest. W sumie nie przeszkadza mi to, dopóki między bohaterami da się wyczuć ,,chemię" - między Ichabodem i Katriną jakoś nie mogę jej zauważyć. Może dlatego, że bohaterka wygląda w filmie na ok.14 lat, a policjant na ok.25? Inna rzecz: sam wygląd tytułowego Jeźdca bez głowy oraz efekty specjalne - krew, ścinanie głów, przerażająca staruszka wzbudzają raczej uśmiech politowania niż zachwycone oczy. Może to wina roku, w którym oglądam film - 2012 (gdyby ktoś był bardzo rozkojarzony) , w porównaniu kiedy został wyprodukowany - 1999. Jednak nie podoba mi się to i tyle. Drugoplanowe postacie - niestety byli tylko tłem.


           Jeśli chodzi o plusy - coś, na co zawsze zwracam dużą uwagę: scenografia, cały klimat wieku XVIII, kostiumy - czerń miała tu pole do popisu. Poza tym główni bohaterowie, czyli Katrina i Ichabod zostali ciekawie zagrani (wyłączając relację między nimi) . Oboje przykuwają uwagę i gdyby była to lepiej skonstruowana historia ( i parę innych rzeczy) to byliby na pewno lepiej zapamiętani - a tak są trochę ,,ratownikami średniego filmu". Fabuła - nie jest głupia, akcja rozwija się stopniowo i odbiorca wyczekuje ,,o co chodzi z tym jeźdzcem i dlaczego on tak tnie te głowy".
          Film sam w sobie nie jest tragiczny, ale chyba nie obejrzę go drugi raz. Już chyba wolę po raz trzeci inne filmy Burtona np. ,,Miasteczko Haloween" czy ,,Gnijącą pannę młodą". I jeszcze płaszcz Comme des Garcons dla H&M na Monice Olejnik - może z tą torebką nie ma takiego ,,mrocznego" efektu ( do tego sznurowane buty skracają sylwetkę) , ale dzięki czerni, falbankom i długości  pasuje mi on do klimatu w filmie:


Źródło zdjęć: lula.pl, filmweb.pl , chomikuj.pl

sobota, 27 października 2012

Emma Stone: vogue amerykański i brytyjski

                Emma Stone to dziewczyna, która staje się coraz bardziej popularna. Nie tylko ze względu na swoje role,ale też przez to,że jest jeszcze dośc ,,nowa" i dlatego magazyny chętnie widzą ją na swoich okładkach. Magazyny -  skupię się na Vogue. Wersja amerykańska i brytyjska. Amerykański Vogue wciąż ma jakąś tam falę odbiorców, ale chyba jego ,,siła" w gazetowym światku jest coraz słabsza. Dlaczego? Brak mu ciekawego pomysłu na okładkę,  gwiazdy na nich często nie przypominają siebie. Brakuje mi w nim odrobiny luzu  wobec mody. Brytyjski Vogue ten dystans (może nie wielki,ale jednak) ma i to widać nawet na okładkach.Chociaż pamiętam, że często co roku we wrześniowym wydaniu pojawia sie Kate Moss. Teraz przejdę do zdjęć Emmy w obu gazetach:


            Wersja amerykańska - lipiec. Co widzę na pierwszy rzut oka? Plusy: niezła kolorystyka stroju i tła,  rzucające się w oczy  informacje typu ,,trendy na jesień" - dla mnie to akurat plus,bo wolę oglądać trendy na jesień niż np. kolejne ,,100 glamour dodatków/ciuchów". Minusy: strach w oczach Emmy, kiepska mimika twarzy, dziwne ułożenie ciała. Nawet ta sukienka,która miała chyba sprawiać wrażenie wygodnej, na zdjęciu powoduje odwrotny efekt.

          A tutaj wersja brytyjska- sierpień.Co mi się podoba: kaszkiet, sweter, makijaż.Fryzura też może być, chociaż jest podobna do tej z vogue us. Spojrzenie jest bardziej naturalne i spokojne.Ułożenie dłoni i mimika aktorki nie jest zachwycająca, dlatego mały minus. Niezbyt pasuje też wisiorek, który trochę przeszkadza.
Podsumowując: jeśli chodzi o porównanie vogue us i uk z Emmą, zdecydowanie wygrywa ten drugi. Trochę głupio, że ta sama osoba jest na okładkach konkurujących ze sobą gazet w tak krótkim odstępie czasu. Ale może po prostu wykorzystuje swoje ,,5 minut"?
Źródło zdjęć: google

niedziela, 14 października 2012

Kobieca antybohaterka w książce ,,Alicja w krainie konieczności" Magdaleny Kawki

               ,,Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził " to przysłowie dobrze obrazuje historię Alicji , głównej bohaterki książki ,,Alicja w krainie konieczności" Magdaleny Kawki. Dlaczego właśnie to? Ponieważ mamy tu przykład osoby, która ciągle chce wszystkich zadowolić, odjąć im kłopotów. Zapomina jednak o sobie, mimo pozornie dojrzałego wieku (skończona czterdziestka). A jak rysuje się jej życie?

          W skrócie ( z www.merlin.pl): Czy tylko wtedy, gdy wbije się własnej siostrze nóż w plecy i ukradnie dzbanek z malinami, można zniszczyć jej życie? Okazuje się, że bywają jeszcze inne sposoby na to, żeby normalna, czterdziestoletnia kobieta poczuła się w swoim życiu jak w klatce, z której nie ma wyjścia. Alicja, jak każda szczęśliwa mężatka trwająca w spokojnym przekonaniu, że żadne burze jej w życiu nie grożą, i że zestarzeje się z tym samym mężczyzną, pewnego dnia zostaje postawiona przed wyborami, na które nie była gotowa. Jej bezpieczny dotychczas świat staje nagle na głowie, ale jednocześnie pojawia się nadzieja, że oto nadszedł wreszcie ten moment, kiedy będzie mogła pomyśleć o sobie. Tylko czy uda jej się ta trudna sztuka?


           Alicja jest projektantką /dekoratorem wnętrz. Lubi swoją pracę, chociaż czasem gusta klientów doprowadzają ją na skraj wytrzymałości. Ma męża Roberta, którego ,,w sumie" kocha. Nie jest to związek idealny, ale przecież mogło być gorzej. Właściwie na początku książki można odnieść wrażenie, że jej wybranek to jadowity wąż, a nie przytulny misiek, który szanuje i rozumie swoją żonę. Pani Helenka - gosposia niecierpiąca Alicji ( z wzajemnością, ale z czasem się to zmieni w przypadku obu stron), ale za to mająca umiejętność ,,ogarnięcia" domu i lepienia wspaniałych pierogów - przysmak pana domu. Zuzanna - intrygantka potrafiąca okręcić sobie wokół palca praktycznie każdego, oczywiście od wielu lat jej ofiarą jest siostra, czyli Alicja. Problem z mężem, z dziećmi, z aborcją...wszystko spada na głowę Alicji. Ona natomiast może wyjeżdżać sobie za granicę (żyje na zmianę w Polsce i w Nimczech), iść do kosmetyczki lub po prostu zostawić noworodka, bo musi ,,przyzwyczaić się" do niego. Tak, tak - to kobieta niesamowicie niezależna i mająca wielkie poczucie własnej wartości. Układa sobie życie pod swoje dyktando i nigdy nie bierze pod uwagę czyjegoś ,,ale". Taka postawa pozwala bardzo ułatwić sobie chwilami trudną rzeczywistość, w szczególności wszelkie zajęcia (domowe, zawodowe), bo przecież zawsze ,,ktoś" może pomóc.  Matka Zuzanny i Alicji to niestety kobieta zajmująca się wszystkim i wszystkimi, tylko nie sobą - być może to od niej Alicja przejęła kompletny brak (zdrowego) egoizmu i zatracanie się w zbędnych obowiązkach. Makabrycznie to brzmi i zastanawiam się jakim cudem główna bohaterka nie widziała manipulacji swojej siostry czy fochów męża przez tak długi czas.

             Wiem, że są takie kobiety wśród nas, takie ,,wiecznie zajęte, pokorne i zmęczone Alicje". I przyznam, że to strasznie przykre, ale z drugiej strony - czy to nie przypadkiem w jakiejś części ich wina? Wiadomo, uważa się wciąż w pewnym stopniu, że dziewczynka ma być grzeczna i cicha, chłopak za to ma prawo ,,bić się, chodzić na drzewach i krzyczeć ile sił popadnie". Mam nadzieję, że z roku na rok takie myślenie będzie coraz mniej popularne , aż w końcu zniknie ze świadomości kobiet ( i mężczyzn).  Wieczna postawa ,, ja to za ciebie zrobię" pewnie po jakimś czasie staje się dla nich rutyną i czymś ,,normalnym". Otóż nie, takie zachowanie powinno się od razu zmienić. Nikt nie powinien dać się wykorzystywać i wypełniać za kogoś jego obowiązków, nie szanować swojego wolnego czasu i pozwalać na wieczne wchodzenie na głowę. Owszem, ostatecznie w wyniku pewnych zdarzeń przychodzi w głowie głównej bohaterki chwila (podkreślam - niestety tylko chwila, a nie długotrwała decyzja) rozsądku i opamiętania:  ,,stop, tak dłużej  z takim mężem już nie wytrzymam, nie jestem kozłem ofiarnym mojej siostry!".

           W książce poznajemy mnóstwo osób i różnorodność charakterów - pewny siebie i jednocześnie opiekuńczy Daniel, urocza i bezpośrednia sąsiadka Zuzanny, niemiecki lekarz typu ,,najpierw robię, później myślę",  małżeństwo prowadzące pensjonat na odludziu...trochę tego jest, ale mimo to nie ma poczucia przesytu bohaterów. Na kolejne plusy książki zaliczę również prosty i zrozumiały język oraz dobrze rozwijającą się akcję mniej więcej do 3/4 - czasem lepiej (historia życia sąsiadki Zuzanny i wątek o Polakach w czasie wojny), czasem gorzej (wylądowanie w lesie i cudem znalezienie urokliwego miejsca na nocleg czy spotkanie dawnej, chamskiej kumpeli ze studiów, która przypadkiem wygadała się z czymś bardzo dla Alicji intymnym).  Minusy to na pewno irytacja wobec głównej bohaterki - nie potrafiłam po prostu polubić tej kobiety i jej zachowań, nie mogę zrozumieć jak bardzo można przez tyle lat być tak bardzo uległą wobec innych. Mieć 40 lat i lecieć na każde skinięcie palca siostry? Trochę też przeszkadzały mi kompletnie nie pasujące ,,ucięte" wątki do głównej fabuły. No i niestety mniej więcej w 3/4 książki wszystko zaczyna płynąć wolnym tempem i ma się wrażenie ,,zastygnięcia" głównej bohaterki. Powinno być chyba inaczej - zamiast nużącego początku zaskakujące rozwinięcie, aż do dobrego ,,przykuwającego myśl" zakończenia. Tutaj koniec jest całkiem oryginalny, ale jakoś mi nie podpasował.


         Co mogę powiedzieć o tej książce osobie, ktora nigdy jej nie czytała? Nawet niezła historia, niestety zepsuta paroma rzeczami. Ale ma jedną zaletę - przestrzega ( w szczególności kobiety) przed postawą głównej bohaterki. Chcesz - przeczytaj, bo wtedy poznasz historię kobiety, która nie potrafi wziąć życia w swoje ręce i wciąż zapomina o sobie. Subiektywna uwaga życiowa - dlatego ty nie bądź jak Alicja, która czuje się w swojej rzeczywistości tak niewygodnie jak za duża Alicja z ,,Alicji z Krainy Czarów" Lewisa Carolla. Nieważne czy masz mniej niż 40 lat czy więcej.

Źródło zdjęć: www.elfilium.blogspot.com , google